Oto Wszechstronna Strona
Apacza
( apacz.com )
wysłana w sieć już 14 -
12 - 2012
Napisz Do
Apacza

Polecam : jeden z najwspanialszych
Rubików :)
Wystaczy kliknąć w obrazek.
Ploty

no to poobrabiajmy , ten tego ,
dupę niektórym !!!
14
- 12 - 2012
- Wspomnienia z Turcji (3)
Jednego dnia zabrali nas do parku wodnego - takie fajne
miejsce gdzie od razu na wejściu w większym brodziku
pływają małe płaszczki - jak nasze karasie :)
Dostaliśmy po masce do nurkowania z taką rurką no i
dalej w basen ze słoną wodą. Najfajniejsze wrażenie
gdy się człowiek zanurzy i na płytkim basenie widać
dno no to płyniemy dalej a tam nagle dno się urywa i
widać sześć-osiem metró w dół pełne kamieni i
betonowych bloków oraz rzeźb - ja p-lę, zawału można
dostać :) Po chwili można się przywyczaić i pływa
się super, zwłaszcza że tam bardzo trudno się utopić
bo słona woda wypycha do góry - trzeba mieć sporo
krzepy żeby zanurkować w dół bo wyporność nie
pozwala, zwłaszcza gdy taki tankowiec jak ja próbuje
nurkować :)
W każdym razie to niesamowite wrażenie gdy można się
położyć tuż pod powierzchnią wody a małe, bajecznie
kolorowe rybki podpływają żeby się przyjrzeć
jakiejś dziwnej boi, co to jej przed chwilą nie było
:) Może to i malutka namiastka nurkowania na rafie
koralowej ale nawet po czymś takim można zrozumieć
tych, co to nurkują pomiędzy rekiny na rafach -
przeżycie jest naprawdę superanckie.
Dookoła pełno ruskich więc czuliśmy się jak w domu a
ponieważ kompleks duży i fajny to było gdzie
popływać. Woda czyściutka i generalnie wporzo, na
obiad nawet frytki dali z jakimś mięsem więc nie było
na co narzekać.
Nasi znajomi za to zgubili swój kluczyk do szafki - ale
w promocji znaleźli jakiś inny :) Idziemy do recepcji i
tłumaczymy Turkom że jest tak-i-tak no i że chcemy
wymienić ten znaleziony na zapasowy - to nam tylko
pokręcili głową i że 10 euro za zgubienie kluczyka i
otwarcie szafki - oczywiście jak jest okazja to kroją i
strzygą baranów, czyli nas :) No i co było robić -
znajomy zapłacił i czekamy na ten kluczyk, ale zamiast
tego poszedł z nami młody Turek, pierdolnął w szafkę
z karata, podważył drzwiczki, które nie miały biedne
innego wyjścia jak się otworzyć i czekałem tylko aż
zawoła "voila !" lub ewentualnie "DeVolaille"
:) Jakbyśmy wiedzieli że to tak działa to sam bym z
kopa przypieprzył i bym skasował znajomego 5 euro to
byśmy obaj byli zarobieni :)
Na obiekcie okazało się że nam brakuje jednego
ręcznika, no to idę do Turka żeby mi sprzedał. Akurat
miał duży ładny ręcznik za 7 euro (ok. 30 zł). To ja
pomyślałem że jestem spryciarz i mówię że nie mam
euro tylko te ich pieniądze, co to na każdym jest ten
sam Ataturk wybity - nawiasem mówiąc u nich jest z tym
gorzej niż u nas za komuny bo kiedyś u nas wisiały
portrety kilku gości (nawet zza granicy z Moskwy) a u
nich jeden gość jest na wszystkich banknotach i
monetach i od razu widać że srogi bo jakiś taki
wkurwiony na każdym portrecie :) W każdym razie mówię
że mam ich kasę to on na to że w takim razie to 30
lirów. Nie chciało mi się liczyć więc stargowałem
na 28 lirów a gdy płaciłem to już sam z siebie lałem
bo to w przeliczeniu wychodziło 56 zł :) No to zamiast
zapłacić 30 zł w euro to wykasował mnie prawie 60 zł
w lirach i jeszcze mi powiedział że nie może opuścić
bo to taka cena i już :) Ja pierdolę, do końca pobytu
miałem z siebie bekę że się sam tak dałem wyrolować
:)
Swoją drogą to ciekawie jest poznać od tej strony
inną kulturę - przecież my też robimy przekręty a
Polacy kradną ile wlezie gdy tylko mają okazję - nawet
podpierdalamy na złom włazy od studzienek czy kawałki
trakcji kolejowej i się nie przejmujemy że ktoś się
może przez to zabić - ale żeby tak napierdalać
kłamstwa prosto w oczy i to z uśmiechem to trzeba być
już mega-skurwysynem. Według nich my jesteśmy tylko
niewiernymi do wypierdolenia w kosmos i oni mają w dupie
uczciwość czy honor, liczy się zysk na krótką metę.
To i później trudno się dziwić że gdy dojdzie do
konfliktu to żadne nie potrafi ustąpić - oni po prostu
są cywilizacyjnie dużo z tyłu i do głowy im nie
przyjdzie żeby się przyznać do błędu czy spróbować
kompromisu. Oj będziemy jeszcze z nimi kiedyś mieli
kongo gdy będziemy musieli ich do siebie wpuścić żeby
robili i rodzili dzieci bo nam się nie chce :)
16
- 11 - 2012
- Wspomnienia z Turcji (2)
Kiedy się jest w hotelu a na dworze 45 stopni w cieniu
to wieczorem chciałoby się gdzieś wyjść. No to
żeśmy sie spikli ekipą w sześć osób że idziemy na
wieczorne zakupy do takich hal co to przez całą dobę
handlują. Wychodzimy z hotelu żeby sobie w pół
godzinki spacerkiem dojść na miejsce ale dopadł nas
taksówkarz takim większym busem i już nas pakuje do
taksówki, oczywiście nie pyta czy chcemy. Ja mu na to
że się przejdziemy - a on zdziwiony pyta czy będziemy
tak po nocy drałować ponad osiem kilometrów (!). No
tośmy się naradzili i utargowali że jedziemy za 12
euro - na sześć osób to i tak nie dużo. Koleś
jeszcze od razu wyhaczył dwoje młodych Niemców co
pojechali z nami za następne osiem euro no i jedziemy. A
że ja jestem Polak to sobie zapamiętałem stan licznika
(bo oni oczywiście taksometrów nie mają) - jechaliśmy
około sześć minut i wybiło cztery kilometry. To pytam
tego posrańca czemu mówił że jest ponad osiem - a on
mi na to "bziu-bzia-gu-gu-wiolonczela" co
podobno po turecku znaczy "napiwek-dla-kierowcy"
(!). Ja cierpię-dolę :) zaraz usłyszałem w tle ten
zaśpiew z filmu "Sztos": "hmmmmmmm"
jak nasi cinkciarze Niemców opędzlowali w Malborku :)
Dogadaliśmy się ze złotówą (a właściwie "eurówą")
że za dwie godziny wracamy i żeby na nas czekał no i
poszliśmy zwiedzać. W sumie ciekawe miejsce: na
parterze budynków od cholery sklepów z podróbami -
same adidasy, nike itp. (oczywiście wszystko legalne) a
na piętrze tych pięknych, jasnooświetlonych sklepów
są regularne slumsy - wisi jakieś pranie, tynk się
sypie i takie-tam jak w Nowym Porcie widoczki. Na takim
targu trzeba być mega-bezczelnym i się targować bo oni
walą najpierw ceny z kosmosu i dopiero jak wychodzisz ze
sklepu obrażony że za drogo to spuszczają z ceny
połowę albo więcej. A jak się nie dogadasz i wogle
nie kupisz to jeszcze bardziej człowieka szanują :)
No to połaziłem po tym ciucholandzie i się
naoglądałem kolorowych sklepów z tym samym i
znalazłem jeden sklep gdzie mi się spodobały t-shirt'y
z krokodylem LaCoste, tyle że ten KORKODRYL był
obrócony w drugą stronę a marka to nie LaCostA tylko
LaCostE - ale generalnie polo z bawełny za cztery euro
to spoko. Wziąłem trzy sztuki i idę zapłacić - na
dole sklepu muzułmanka (bo całkiem ubrana łącznie z
chustką na głowie) mi pokazała żeby iść do góry.
Mały chłopiec (około 7-8 lat) mnie zaprowadził do
góry a tam Turek handluje właśnie z Niemcem i go
nakręca - a to mu tam gada że on to mieszkał w
Hamburgu, a że jakie to w Niemczech fajne rzeczy, a że
teraz wrócił do Turcji i takie-tam pieprzenie żeby
klienta urobić. Ja sobie tak postałem i posłuchałem
po czym odłożyłem te koszulki na bok i sobie idę bo
nie chce mi się stać w jednoosobowej kolejce i
słuchać tureckich wynurzeń. Jak Turek zobaczył że
sobie idę to mnie woła i pyta dlaczego idę a ja na to
(po niemiecku) że nie mam czasu tak stać i chcę kupić
koszulki. To on wziął towar, wziął ode mnie kasę a
potem mnie zapytał skąd jestem. Powiedziałem mu że z
Polski to wyjechał na mnie z taką tyradą o tym że
jestem z kraju, który dopiero co wlazł do Europy, że
powinienem się od Niemców uczyć kultury bo to stara i
kulturalna nacja i że on mnie już nie chce więcej
widzieć w swoim sklepie i takie-tam pierdoły. Tak go
chwilę posłuchałem i mówię że w takim razie niech
oddaje kasę i zabiera ten swój towar - to mi
powiedział że nie ma mowy i że jak kupiłem to już
mój problem. To mówię że skoro chcę coś kupić to
nie będę stał i czekał no i się wtrącił ten
Niemiec - nawiasem mówiąc kulturalny facet - i mówi
żebyśmy się nie kłócili. Już miałem na końcu
języka fajną ripostę że świat się wali gdy Niemiec
po dwóch wojnach światowych mediuje pomiędzy Polakiem
i Turkiem ale odpuściłem :) bo w końcu to nie jego
wina i pewnie głupio się czuł że przez niego idzie
konflikt o 12 euro :) Życzyłem im dużo szczęścia i
poszedłem sobie no bo skoro mi Turek mówi że nie chce
mnie widzieć w swoim sklepie to nie będę się burakowi
narzucał, zwłaszcza takiemu co to o północy
wykorzystuje żonę i dziecko do handlu. Szlag mnie o
mało nie trafił z tym tureckim burakiem ale w sumie po
namyśle trudno się dziwić - tam wszyscy oszukują
wszystkich i doją turystów zagranicznych jak mogą to i
naszych standardów nie za bardzo można oczekiwać,
zwłaszcza że u nas w miejscowościach turystycznych
jest dokładnie tak samo: zeszłej zimy Madzia z Hanią
były w Szklarskiej Porębie i to jest normalna ciemna
wiocha a do tego droga jak diabli. Infrastruktura
turystyczna praktycznie żadna i rzeczywiście lepiej
pojechać w Alpy albo inne Appalachy byle dalej od tego
naszego polskiego syfu za dużą kasę. W Turcji
przynajmniej wiadomo że oszukują :)
Generalnie po tym łażeniu nic nie kupiliśmy bo tak
naprawdę z tych podróbek niewiele można było wybrać
w normalnej cenie. A śmieszne jest to że w naszym
hotelu pięciogwiazdkowym były obok siebie trzy sklepiki:
jeden z ciuchami, torebkami, butami sportowymi itp. ,
drugi optyk z okularami słonecznymi i zegarkami, trzeci
kiosk z gazetami i pamiątkami - no i kurwa mieli o niebo
większy wybór oraz dużo niższe ceny niż na tej hali
w mieście. Można było kupić bardzo fajne rzeczy i to
bez głupiego targowania z burakami tylko trzeba uważać
bo na przykład gościu z kiosku zaproponował mi przy
zakupie zapalniczkę. Ja mówię że nie palę ale on
się uparł i mi pokazuje żebym spróbował - no to
nacisnąłem taki guzik i jak mnie pierdolnęło prądem
to o mało nie jebłem na zawał :) Jak Turek zobaczył
że mam z tego bekę to mi dał potrzymać latarkę i
znowu mnie jebło prądem bo nie pomyślałem że mnie
znowu wyroluje, ale za to jak mi dał takiego małego
colta-zabawkę to już nie próbowałem strzelać bo
wtedy to już na turecki OIOM by mnie zawieźli :)
28
- 10 - 2012
- Na cmentarzu dzisiaj
byłem. Najpierw postałem w korku bo ładna pogoda i
się wszyscy zawzięli żeby akurat dzisiaj na groby
jechać. Zaparkowałem i z Madzią poszliśmy na groby -
w stronę "do cmentarza" jeszcze OK - mam
dzisiaj zapalenie pęcherza moczowego więc musiałem
się nieźle wysilić żeby tam dotrzeć a moja Madzia za
to tuptała sobie w wysokich butach jakby szła w
trampkach.
Ale za to z powrotem : wymyśliłem że pójdziemy
trochę inną drogą do samochodu (założenie było
takie że będzie szybciej jeśli wyjdziemy innym
wyjściem z cmentarza). No i tak idziemy, idziemy i kurwa
ciągle tego wyjścia nie ma. Madzia coś-tam mówi że
tam, gdzie idziemy to będziemy w kompletnie innym
miejscu i że na pewno nie tam gdzie trzeba. Ale ja nie
słucham babskiego gadania bo - jak powszechnie wiadomo -
kobiety mają w terenie gorszą orientację niż
mężczyźni :) Znaleźliśmy w końcu jakieś wyjście i
gdy nim wyszliśmy to pomyślałem że chyba sam sobie
jebnę w łeb jakąś gałęzią, jeśli ją znajdę :)
Okazało się że dobre 2 km dalej niż nasz samochód bo
trzeba było teraz cały cmentarz obejść dookoła. Gdy
dotarliśmy do samochodu to w sumie czułem się dobrze,
gdyby nie wielokolorowe gwiazdy w oczach i cały świat
się zrobił jakiś-taki zielony a momentami
pomarańczowy. Zdyszałem się jak głupi i obiecałem
solennie że jednak będę słuchał mojej Madzi, nawet
jeśli pozornie nie ma racji :)
27
- 10 - 2012
- Byłem na wakacjach w
Turcji - raptem jeden tydzień we wrześniu ale zawsze.
Gdy wylatywaliśmy z Polski to było u nas ciepło - no
jakieś 20 stopni - a gdy wylądowaliśmy w Turcji to
był już wieczór i było o wiele chłodniej niż w
dzień czyli raptem 36 stopni (!). "Ja pierdolę -
przecież to jakaś masakra jest" - tak pomyślałem
ale odgoniłem myśl żeby zostać w terminalu na
lotnisku i błagać o jakiś wolny bilet z powrotem,
nawet w kiblu :) No ale skoro już jestem to idę tam
gdzie wszyscy inni turyści czyli chuj wie gdzie. Grzeją
wszyscy gdzieś z tymi walizkami na kółkach no to ja
też - a co się będę wyróżniał. Okazało się że
jest OK - idziemy do autobusu z klimatyzacją i tacką na
napiwek dla kierowcy. Miałem przygotowane ze 30$ w
banknotach po 1$ na napiwki ale postanowiłem
oszczędzać a zresztą za co mam płacić skoro koleś i
tak mnie zawiezie - no chyba żeby nie zawiózł :) W
każdym razie Mustafa był kierowcą OK i jakoś żeśmy
dojechali - tyle że miałem bekę bo gdy usłyszałem
że on ma tak na imię to mi się zaraz przypomniał F.Mercury
i kawałek "Mustafa Ibrahim" a jak on to zaraz
Orzech i się jakoś weselej zrobiło że ja tu mam 35
stopni w nocy a on ma 10 stopni nad ranem :) Sama
podróż jak to w autobusie - dzieciaki odpaliły IPAD-y
i inne konsole, dorośli spali albo gadali o pierdach a
ja słuchałem głośnej muzy na słuchawkach i
podziwiałem zaoknie. A za oknem to samo co u nas - takie
slamsy jak w Nowym Porcie, meczety tak poustawiane i
oświetlone jak nasze kościoły i generalnie jedyne co
się różniło to palmy, ale bez owoców to kicha. Aha ,
a meczety wyglądają jak wyrzutnie rakiet - no nie idzie
się oderwać od takich skojarzeń jak się widzi te
oświetlone wieże z silnikami bocznymi :)
Wpadamy do hotelu - pięć gwiazdków w Turcji czyli
cztery gwiazdki w Polsce ale wporzo miejscówka - duży,
zadbany i jeszcze nie obgryziony przez Polaków bo
dopiero dwa-trzy lata miał. Chłopaki z obsługi też
weseli: daję gościowi paszport żeby mnie zameldował a
on do mnie że mam złe zdjęcie w paszporcie. To se
pomyślałem żeby mu jebnąć z liścia ale przytomnie
zapytałem co jest nie tak. A on na to że tam powinien
być George Washington. No to mu wsadziłem dolca do
paszportu i fajny pokoik dostaliśmy bo już się
zdjęcie zgadzało :)
Wpadam do pokoju i dalej się rzucić na wyro bo gorąco
jak diabli. Włączyłem klimatyzator, wziąłem do niego
pilota i dalejże kombinować jak to gówno ustawić
żeby mi lodówkę zrobiło (nie mylić z lodem bo tego
nie było w pakiecie). No w końcu po wielkich bojach
ustawiłem i muszę przyznać że niewiele jest rzeczy
fajniejszych od klimy walącej prosto w gołe, rozgrzane
ciałko :) Była już noc no to idziemy coś zjeść do
całodobowego - okazało się że ten całodobowy bar to
taka większa sala urządzona jak jadłodajnie na
koloniach w komunie. Niby można coś zjeść ale szału
nie ma - no to se pomyślałem że jak tak będzie w
dzień to trzeba będzie na coś zapolować i se w pokoju
upiec na balkonie żeby głodnym nie chodzić.
Rano rura do knajpy żeby coś innego zjeść - a tu
kurwa Mega-Wersal: taki szwedzki stół że bez roweru
nie można go przejść w godzinę a Bobcatem trzeba
podjechać żeby żarełko napakować. Ponieważ jestem
Polakiem to oczywiście napieprzylem na talerz 20 warstw
żeby nie wracać i dalej do stolika bo ślinka cieknie.
I zaskoczenie: wszystko mega-świeże, zabójczo smaczne
i świetnie podane. Do tego kelnerzy zapieprzają
dookoła i sprzątają wszystko zanim się człowiek
zdąży zorientować że już skończył jeść. I co z
tego najlepsze: arbuzy w dowolnych ilościach - na
bieżąco stał koleś co je po kolei rozłupywał i
rozkładał na tace, skąd te kilka tysięcy gości je
podbierało na bieżąco. Dawno się tak arbuzów nie
objadłem: na śniadanie, obiad i kolację. Gdyby mi się
chciało to bym jeszcze najchętniej do pokoju zabrał :)
A przy następnym wpisie to opowiem jak kupiłem ręcznik
od Turka co mi go opierdolił cztery razy drożej niż
chciał na początku i jeszcze mi wmówił że mi
opuścił - oj fajny to był numer :)
13
- 10 - 2012
- Nie miałem siły tu
pisać ale właśnie odkryłem nieznanego mi wcześniej
Rubika i nie miałem wyjścia. Pieśń nie jest nowa a ja
po "Psałterzu Wrześniowym" myślałem że to
niemożliwe żeby mnie coś jeszcze tak zabójczo
zachwyciło a tu się okazało że to co powyżej jest
schowane pod zdjęciami jest tak ... brakuje słów żeby
to opisać, najlepiej posłuchajcie sami. Poczułem się
jakbym coś czuł przez całe życie ale nie umiałem
pięknie nazwać a nagle ktoś to po prostu wyśpiewał i
to tak że z ciarek na moich plecach możnaby utkać
dywan :)
Mam nadzieję że Rubik będzie grał jeszcze bardzo
długo a Książek będzie pisał teksty bo w tandemie
są nie do pobicia - to takie nasze polskie zjawisko na
skalę światową bo tak pięknej pieśni o miłości nie
słyszałem chyba w życiu.
Czytałem kilka niepochlebnych recenzji o nim - a że to
nie jest muzyka klasyczna, a że robi show zamiast muzyki
albo że operacje plastyczne czy fryzjer i tak dalej. Na
pierwszy rzut oka rzeczywiście możnaby dyskutować o
tym czy w czasie poważnych utworów powinien jeździć
na motorze czy machać włosami zrobionymi na blond. Tak
sobie myślę że tę muzykę trzeba po prostu poczuć w
sercu i pod powiekami - a kiedy już człowiek pozwoli
się olśnić to cała "medialna otoczka"
przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie. Jeśli dzięki
elementom "show" młodzi ludzie chcą tego
słuchać i oglądać to niech on sobie zrobi zielonego
irokeza na głowie i posypie pudrem czy konfetti - nie ma
to absolutnie znaczenia. Świat się nie kończy i niech
tak - NA BOGA ! - zostanie :)
- Ostatnio minęła mi
czwarta rocznica ślubu - i coś jakby szesnasta rocznica
narzeczeństwa :) Z tej okazji chciałbym się podzielić
dobrą radą dla młodych, którzy chcą się zaręczyć:

Popłakałem się ze śmiechu gdy sobie przypomniałem te czasy
przed obrączką :)
- Zastanawiałem się
kiedyś skąd właściwie się wzięła moja ksywka no i
jestem eDIWentnym przykładem że nie powinno się
grzebać w genealogii bo się można zdziwić.Zerknąłem
do słownika i oto co znalazłem:
Ja pierdzielę - a ja nawet piwa nie lubię :)
Apacz - a nie pacz !!!
